163. /
niedziela, 31 grudnia 2006. 13:19:21
no i proszę. ten jakże dziwny rok, pełen zawirowań i zmian dobiega końca. trzeba by go podsumować, żeby było ładnie.
zapamiętam przede wszystkim to ukłucie serca na myśl o panu m. moje niepełnosprawne starania, kilogramy myśli, marzenia senne. pierwszą rozmowę na gadu, pierwszą rozmowę na żywo, ten jakże cudowny rozwój sytuacji. noc na środku łąki, z cudownymi ludźmi, ucieczka przed dzikami, piękne niebo, m. obok. zapamiętam też to, że całe moje uczucie prysło.
przepraszam, że jestem tak wybredna. że nie chciałam nic więcej. zapamiętam też najwspanialszy wyjazd nad morze. z wami, dziouszki wy moje. zapamiętam kurczaka na rynku, nocne kąpiele w bałtyku, podróż nad to morze, wygłupy w samochodzie. w pamięci zostanie, choć może niezbyt do mnie pasująca wycieczka, wycieczka na pielgrzymkę. tłumy ludzi i ta masa cudownych uczuć. zapamiętam osiemnastkę dwóch ł. coprawda minęła mi ona pod znakiem pana m., ale było bardzo fajnie i na swój sposób romantycznie. zapamiętam nasze wygłupy w wakacje. wypadki rowerowe, stany upojenia.
pamiętny koniec lipca. wino, park, dym z komina w środku lata, policję i te ruchome ściany w pokoju. zapamiętam wszystkie noce u h. filmy nad ranem, tony lodów. zapamiętam pierwsze dni w nowej szkole. pierwszy opinie o nowej klasie. cudownej klasie. przypały z f. zapamiętam naszą wycieczkę. przefajną wycieczkę w góry. zapamiętam słynne siedem minut, anagdoty karola, nasz chrzest. zapamiętam kurwesko świetny koncert we wrocławiu. przygody w autobusie, mój upadek na kolana, pogo, koleżankę zza pleców i kolegę z lewej. zapamiętam jego buty, też. zapamiętam koniec trzeciej klasy. łezki, nagrodę, trunki po zakończeniu. zapamiętam koło teatralne. zapamiętam moje mejlowe rozmowy z p. jego kojące duszę słowa. zapamiętam rozmowy z k. jego zwierzenia, problemy, talent plastyczny. zapamiętam, bo lubię, choć tak naprawdę nie widziałam. zapamiętam ł. za takie małe wielki czyny, które powodowały ogromny uśmiech na twarzy i miłe ukłucia w sercu. zapamiętam muminki na urodziny. zapamiętam te wszystkie sytuacyjne żarty i żarciki. zapłon k.
tak, zapamiętam. <3 dziękuję za szafę przeładnych wspomnień.
a wam życzę przyjaznego nowego roku. najlepszej zabawy sylwestrowej. niech moc kieliszków będzie z wami./tudzież moc butelek, szklanek, terefere/ ja już alkohol przechowuję w szafie. ukryłam go pięknie. wina czekają >D łuhu.
ania
komentarze [4]162. /
sobota, 30 grudnia 2006. 11:32:46
zza okna wystaje skrawek mojego małego świata, który daje do zrozumienia, że matce naturze conieco się poprzestawiało i zamiast zimy dała nam wczesną wiosnę. na paznokciach mam przecudowny, przepiękny krwistoczerwony kolor. a na komódce leżą oszczędności, które zainwestuję w kupno ukochanego wina. spóźniony prezent nawet dostałam, co uśmiech na mordce spowodował, a jak. na ścianie wisi ogromny plakat, szał ciał normalnie.
jakaż ja jestem dzisiaj dzika. idę potańczyć w rytm muzyki.
/the killers - read my mind/ <3
kocham casablancę.
ania
komentarze [5]161. /
czwartek, 28 grudnia 2006. 12:38:01
z ogromnym bólem głowy i z równie okazałym kubkiem gorącej czekolady pogłębiam swoje poświąteczne lenistwo. moje plany na dzień dzisiejszy są bardzo okrojone. ograniczę się do zapalenia kadzidełek cynamonowych. zjedzenia zupy pomidorowej. i zagrania w totolotka bo w gwoli oznajmienia zostaję hazardzistką. potężne kumulacje napędzają do kupienia kilku kuponów, przecież dom w paryżu na mnie czeka.
szaro buro i ponuro w okolicach takiego jednego popapranego mięśnia.
ania
komentarze [21]160. /
wtorek, 26 grudnia 2006. 13:05:06
zamieniam się w taką okrąglutką mandarynkę. uszami wychodzą mi uszka. widok karpia przyprawia o drgawki. krokieciki śnią się po nocach a keks własnej roboty mimowolnie defiluje mi przed oczami.
dobra. już nie będę podkreślała, że te swięta są złe. podkreślę może, że nie mam nawet siły odejść od komputera.
/wszystko samo za mnie się robi. wszystko samo za mnie się dzieje/
ania
komentarze [15]159. /
poniedziałek, 25 grudnia 2006. 19:33:11
kakofonia kolędowa. istny dysonans kaleczący uszy. wzajemna imitacja życzliwości z średnio lubianymi osobnikami. tony jedzenia. prezezentowe szaleństwo. wylewam z siebie tą świąteczną radość. aż cieknie po mylożkowej stronie. spływa zwinnie z góry. dotrze do każdego zakamarka.
by było wiadomo, że to nie są moje ukochane święta.
no dobra. za sweterek dziękuję.
ania
komentarze [6]158. /
sobota, 23 grudnia 2006. 17:51:22
przyjaciółka moja, huśtawka nastrojów nie zostawiała mnie dziś nawet na chwilę. wszystko się ze sobą przeplata i tworzy jedną wielką kupę. łzy z powodów większych i mniejszych. głupie kłótnie. głupie niedopowiedzenia. i takie małe pustki. wcześniej bywało lepiej? ano bywało.
dobrze, że chociaż placek umiałam upiec dobry.
jest super
żeby było tak, jak sobie tego życzycie. chociaż czasami.
ania
komentarze [6]157. /
piątek, 22 grudnia 2006. 19:28:41
poprawiłam sobie humor, udając drugiego makłowicza. przybrałam postać kucharki i piekłam. placek piekłam. keks mu na imię. jaka ja jestem wspaniała! ponadto, jakoś tak przeradośnie mi po dzisiejszej wigilijnej kooperacji z klasą. takie moje małe szczęścia.
/za dużo myślę o tym o czym śnie/
read my mind.
ania
komentarze [2]156, /
czwartek, 21 grudnia 2006. 08:28:46
za oknem pada deszcz. jak przyjemnie, kurwa. w pokoju obok stoi piękna, zielona choineczka przybrana pięknymi ozdobami. mam ją gdzieś. ja zajadam się czekoladowym budyniem za złotówkę z małą liczbą po przecinku. powinnam teraz wyginać ciało na cztery strony, czyli być po prostu na lekcji wychowania fizycznego. oj, nie chce mi się.
no i nie znikam, tak jak prosiłam. dzień po dniu, trwając w tej romantyczniej rutynie oglądam tą popapraną sytuację, która rozlewa się na wszystkie strefy mojego życia i przyprawia o jedną, wielką kurwicę. no, może na prawie wszystkie strefy. chodzi głównie o tą strefę najbardziej narażoną w moim wieku na wstrząsy i inne tego typu stany. niby jest dobrze, a gówno prawda. a szczęście nie da się zbudować na bazie gówna.
i niech to ostatnie zdanie będzie mottem zbliżającego się dnia.
/ objem się na śmierć fistaszkami. o. albo zapiję na śmierć sokiem malinowym. byleby, cholera, coś zmienić.
ania
komentarze [8]uno.czinke.czinke. /
niedziela, 17 grudnia 2006. 14:25:46
momentami tak bardzo chcę zapaść w sen zimowy, ale nawet matka natura odwraca się ode mnie i chowa śnieg w kieszeni, mróz ukrywa w skarpetkach, a szarość dnia ma pod powiekami. zabiera mi te wszystkie rzeczy, atrybuty, który byłyby takim malutkim alibi do tego mojego snu. naprawdę, pozwól mi zniknąć, choćby na troszkę, bo oszaleję. oszaleję z tymi moimi szalonymi myślami. za dużo, za dużo myślę o tobie.
/ułóżmy kapitalny sen/
prawie jak święta.
ania
komentarze [5]154. /
czwartek, 14 grudnia 2006. 19:43:50
tylko jedno, parszywe, pięcioliterowe słówko ciśnie mi się na usta. wszystko irytuje. wszystko bulwersuje. mam odruchy wymiotne na myśl o moich myślach. na myśl o myślach, które bombardują mi głowę. wszystko jakieś takie wyjątkowo popaprane. nawet ty.
kurwa.
ania
komentarze [4]153. /
poniedziałek, 11 grudnia 2006. 16:47:20
powrót na ziemię. powrót z wymiaru gdzie nieważny jest czas. gdzie nieważne jest to, czy to co robisz, jest dobre i czy czasami nie pogwałca twojej moralności. powrót z wymiaru przepełnionego permanentnym uśmiechem. powrót z wymiaru, gdzie mogłabym być dłużej. powrót na ziemię, nieco bolesny bywa. z hukiem uderzyłam o ziemię. oczom ukazały się problemy, niedopowiedzenia, wątpliwości. szara rzeczywistość. przypominam sobie o tym, że tak bardzo brakuje mi czegoś, czego nie potrafię nawet odpowiednio zdefiniować. dziękuję tobie, że słowem, dobrym słowem potrafisz zmienić każdą chwilę, że słowem potrafisz otulić i wprawić serce w przyjazne, pozytywne wibracje.
`cicho pulsują drżenia.
ania
komentarze [5]152. /
niedziela, 10 grudnia 2006. 20:46:10
I już po. Po wyjezdzie w góry, który nie był taką o, zwykłą wycieczką. był to raczej istny, zwłaszcza w sobotę, test wytrzymałości psychicznej i fizycznej połączonej ze przewspaniałym uściśleniem, zasklepieniem, zgraniem klasy. I w sumie nie tylko klasy. Długa podróż pociągiem, liczne przesiadku i marsz z cholernie ciężkim plecakiem nie zraził i nie pozbawił sił na resztę dnia. Nie sposób zapomnieć o 'anegdotach Karola', o naszym cudownym teleturnieju, o przepowiedniach wróżki Karoliny, wg których zostanę ogrodniczką, słownych wpadkach Katarzyny - 'To toaleta męska bo są tu piruety' (a nie pisuary jak można by było myśleć), zwierzenia na temat pasztecika z Kurką a nie z Kogucikiem, nucenie Agnieszki i to, że ona umie nucić tylko w ojczystym języku i nasze igraszki małżenskie, zapłon Katarzyny, glisty w kabinie numer dwa (łączę się z Tobą w bólu, Hanno ;*) i cała, cała masa innych sytuacji, które tego dnia miały miejsce. Dnia drugiego czekała nas mała wyprawa w góry. Wszyscy pełni sił i wigoru, nie przeczuwając niczego złego oddali się wędrówce. Wędrówce, która okazała się istnym gwałtem na moim umyśle, ciele zresztą także. Ośmiogodzinna wędrówka, to trzeba przeżyć. Po pierwszych dwóch godzinach, ekipa nieco sie przerzadziła, każdy szedł w samotności, w ciszy i skupieniu, co by natrafić na właściwy kamień, których na owym czarnym bodajże szlaku nie brakowało. Buty stopy grzały, aczkolwiek nie załatwiało to pewnej, jeszcze ważniejszej sprawy - nie koiły bólu w górnej części nóg. Owy ból doprowadził mnie do sytuacji, gdy już nawet łez nie ma w oczach. Za to jest śpiewanie pieśni pogrzebowych, picie wody z czystego, górskiego potoku. Mgła niewątpliwie dodawała tejemniczości całej wyprawie - miałam wrażenie, jakbym była we śnie. Jakimś cudem doszliśmy na szczyt, ogrzliśmy się w schronisku i ruszyliśmy w drogę powrotną. Ta, sama w sobie, kryła największą tajemnicę wyprawy - nikt nie powiedział nam, że wybieramy się na obiad do restauracji położenej w całkiem innej części miasta. W deszczu, wietrze, w zimnie szliśmy, znów w milczeniu. Gdy dotarliśmy na obiad zapadła cisza ^^ Skutki tej wyprawy czuję aż do teraz, aczkolwiek - zadowolona, nawet bardzo jestem :) Dziękuję tym co byli, tym co byli najbliżej zwłaszcza :))
*jakaż ja dzisiaj kólasta i skora do tak trywialnych zwierzeń jestem.
ania
komentarze [0]151. /
czwartek, 7 grudnia 2006. 19:31:58
tak. chodzę do klasy z istnym dżonem lenonem. pod postacią kobiety, co najdziwniejsze. boli mnie palec bo się uderzyłam w szafkę. ale to co, ale to co. jadę jutro w góry i mam wszystko gdzieś. pociągiem. kocham pociągi. plecak mi się nie dopnie, ale to co. jest większy ode mnie. ale to co. naprawdę, to co.
/ noż, nie wszystko mam gdzieś. serce to nie jest takie o, byle jakie miejscie. mam tam Ciebie. statystycznie rzecz biorąc raz na jakiś czas.
przepraszam, że jestem tak okrutna i nie odpisuje, odpisze!
ania
komentarze [5]150. /
niedziela, 3 grudnia 2006. 09:10:52
życzę sobie masy kredek kolorowych. kolorowanek stosów. kolczyków setek. zdrowia. kolejnych dziwnych odchyłów od normy przejawiąjących się w równie dziwnych sytuacjach w życiu codziennym. życzę sobie samych piątek i jeszcze większego poczucia humoru z tym związanego. poproszę o szczyptę miłości, najlepiej w postaci chłopca, już nie będę wskazywała palcem jakiego. życzę sobie, żeby moje świąteczne życzenie się spełniło. żebym zdołała wsiąść do pociągu w piątek. żeby wycieczka była fajna. żebym jeszcze troszkę pożyła. żebym częściej miała styczność z destrukcyjnym winem fresko. żebym w końcu zrozumiała fizykę.
żeby to wszystko jakoś płynęło, płynęło. nie chcę odbiegać w przyszłość. dziękuję opatrzności, że mimo wszystko stąpam jeszcze po tej ziemi. i jest kólaście >D
*to nie jest żaden przejaw egoizmu, a skąd, po prostu mam urodziny.
ania
komentarze [7]149. /
piątek, 1 grudnia 2006. 15:37:31
romansuje z herbatką. odpisuję na mejle. śpiewam sobie. myśli bombardują moja głowę. nie jest dobrze, ale przecież to tylko życie. jesień napawa mnie pesymizmem. napędza do refleksji nas sensem życia, a raczej nad jego brakiem. wiesz, pocieszę się, że za tydzień jadę w góry, a co, nie mogę?
`nie musimy się katować
nienormalną sytuacją.
kurwa.
ania
komentarze [9].
menu
goł goł pałer rendżers