saglópur, á lífi
185. / środa, 31 stycznia 2007. 21:24:39

od rana na pełnych obrotach. autobusowe, trzysta kilometrów razy dwa daje się we znaki. zatem molestuję się kawą - istną siekierką. i marzę tylko o jednym - porozmawiać i przytulić się do cholernie ciepłych słów. bo te przecież jak miód na serce ostatnio. tylko to głupie przyzwyczajenie, że w pewnych sferach ma być po mojemu. tak jak w danej sytuacji sobie zapragnę i jak w tej mojej skromnej główce sobie uroję. i irytuje, tak jak teraz, gdy nie jest po mojemu. nie jest, bo ciebie nie ma, jak być powinieneś. teraz, tutaj. fizycznie i psychicznie, pf.
może to jakaś odmiana tęsknoty. jeszcze nie wiem.


ania

komentarze [4]

184. / wtorek, 30 stycznia 2007. 22:15:59

cała w farbkach jestem. palce całe czerwone. nos trochę niebieski. czuję się absolutnie jak dziecko. dzikie malowanie po ścianie to mój nowy żywioł. i ten twórczy, krwisty zagarek, mający pomóc w walce ze spóźnianiem się. dobrze, że ściana nie była moja xD

kurwa. uwielbiam :*
(uśmiechnę się do swoich myśli?)

ania

komentarze [8]

183. / poniedziałek, 29 stycznia 2007. 23:40:25

po burzy zawsze wychodzi słońce, ponoć. może i burzy końca nie widać, ale słońce jakieś tam jest. przynajmniej takie zza chmur. i czuję się wybitnie dobrze dziś, co rzadkim jest zjawiskiem na moim małym meteorologiczno-sercowym niebie. cholera, dlaczego tak na mnie działasz? ty i te twoje słowa. pieprzę, zachleję się. mlekiem. z tej radości mojej.

jedna taka szansa na sto



ania

komentarze [7]

182. / niedziela, 28 stycznia 2007. 21:18:54

wierna już od dawna grzywka. parasolka w motyle schowana głęboko w czarnej torbie. kilka nut brzmiących w uszach. że niby poszłam się przejść. że niby na świeżym powietrzu można w miarę racjonalnie pomyśleć. chyba nie wyszło. zaczęło lać, delikatnie rzecz ujmując. i grzywka się posklejała. i parasolka wykrzywiła twarz od wielkich, ciężkich kropli. muzykę zagłuszyła. i myśli też. widzisz - nawet pogoda obraca się do mnie plecami. przyszłam do domu i tak naprawdę czuję się jeszcze gorzej, niż przed wyjściem. bo teraz jestem zdezorientowaną, zmokłą kurką .

maria peszek na dziś.


ania

komentarze [17]

181. / sobota, 27 stycznia 2007. 23:49:32

raczej czuję się źle, raczej tak bywa wieczorami, gdy cisza kooperuje się z moimi myślami i tańczą pokracznego walca, cholera. prawda boli, a momentami nawet poszczypuje i kłuje. straszliwa sprawa ostatnio z tą prawdą. szkoda, że nie da się jej schować do czerwonego pudełeczka, które można wrzucić pod łóżko, głęboko, głęboko. aż się zapomni. bo w parze z tą prawdą idzie serducho niestety, a tego co czuję, wyrwać i schować się nie da. pieprzę trzy po trzy, wiem. zjadła mnie ta cała poroniona sytuacja. mózg mi się przemęczył. każdy skrawek ciała przesiąknął twoimi słowami. puknę się w łeb, bo przecież zaklinałam, że nigdy nic, że jak to możliwe! a jednak.

wieczorne zabawy śnieżne, fajne, oj fajne <3

ania

komentarze [13]

180. / sobota, 27 stycznia 2007. 12:12:30

w gruncie rzeczy wiele się zmienia. sytuacja, która ma miejsce w moim życiu wywiera duży wpływ na całą moją osobowość. mój mały świat staje na głowie. widocznie dotychczasowe stanie w miejscu i egzystencja małej roślinki znudziła mnie na tyle, że musiało mocno huknąć. i huknęło. teraz tylko trzeba to wszystko poukładać ładnie w głowie i odpowiedzieć sobie na kilka istotnych pytań. a narazie myślę o sankach, a co.

ania

komentarze [12]

179. / piątek, 26 stycznia 2007. 16:32:45

przez najbliższe dwa tygodnie mam zamiar oddać się słodkiemu lenistwu. taka przemiła egzystencja pozbawiona destrukcyjnych, szkolnych myśli. herbatka będzie lała się litrami. kilometrowe, śniegowe spacery przede mną. lepienie bałwanka, mam nadzieje, że z tym, kim trzeba też czeka. tymczasem troszkę wstydliwa jestem i boję się zburzenia aktualnej sytuacji psychicznej w moim życiu i trudno mi powiedzieć czego tak naprawdę chcę. gdzieś tam w głowie rysuje się prosty zarys.
powiem Ci to kiedyś, a potem zatulę na śmierć - chociażbym miała tulić komputer.
nawet kubek z krówką się do mnie uśmiecha.



ania

komentarze [8]

178. / czwartek, 25 stycznia 2007. 08:23:01

śniegu na kościuszkowskiej drodze po kolana, dosłownie i w przenośni. zamiast dumać i oddawać się kontemplacjom na temat tego, jak dotrę dziś do szkoły, zapijam się gorącą herbatką. w głowie ciągle te same myśli. i wczorajsza, nieco zaskakująca, możnaby powiedzieć - przełomowa rozmowa. chyba czuję, że czas pozwolić głowie wyrzucić na światło dzienne kilka gramów moich skromnych rozważań. przecież gorzej być nie może, prawda?

zmierzę się z rzeczywistością.


ania

komentarze [6]

177. / poniedziałek, 22 stycznia 2007. 19:10:40

się dziewczynka pogubiła. z malinową herbatką w dłoni siedzę na łóżku i bezwiednie wpatruję się w pusty, brzoskwiniowy sufit. jakbym głupia myślała, że się do mnie odezwie i doradzi. potrzeba permanentnego siódmego nieba mnie naszła. spraw, do cholery (się samo, się samo?).
tak sobie teraz pomyślałam - tęsknię za czasami, kiedy jako mała dziewczynka przy akompaniamencie zgaszonego światła widziałam w powietrzu takie śmieszne ludziki, które do mnie podlatują. porozmawiałabym sobie z nimi.
kurwa, naprawdę ze mną źle?


ania

komentarze [15]

176. / niedziela, 21 stycznia 2007. 17:23:17

rytualnym przekleństwem stało się, że najmniejszy gest z tejże oczywistej strony, doprowadza mnie do stanu, w którym zapominam o kilogramach myśli sprzed pięciu minut. zapominam, że przecież krzyczałam. że ostro protestowałam. że zaklinałam, że koniec z idiotycznymi pragnieniami. że czas skończyć tą głupią grę. tylko, pytam się, jak to zrobić, gdy każda rozmowa rozpieprza mnie pozytywnie od środka? chodzę z kilometrowym rogalem na twarzy. analizuję każde słowo. boże, nawet gdybym chciała, to nie umiem. ta chwilowa wyjątkowość jest jak narkotyk.



ania

komentarze [14]

175. / piątek, 19 stycznia 2007. 17:42:16

wiatr przewiał gdzieś dalej kłębiące się w głowie pytania i wątpliwości.
porwał ze sobą pokorę do wykrzyczenia światu, jaki to jest zły. zabrał siły do płaczu. metaforycznie, choć krótkotrwale, oczyścił. nie potrafię już zbyt intensywnie oddawać się monotematycznym rozważaniom nad zaistniałymi sytuacjami. chęć myślowej autodestrukcji odleciała hen, hen.
być może szokującą takiego głuptaka jak ja, czwórka z fizyki, czkawka i miły gest z czyjejś strony się do tego przyczyniły, ale to nieistotne. choć dziś będę statyczna i bierna.

lubię enigmatyczny wiatr, ale bez przesady.



ania

komentarze [13]

174. / czwartek, 18 stycznia 2007. 16:22:02

jak nigdy. w stan hibernacji chętnie bym zapadła. i obudziła się na wiosnę.
przywitała promienie słońca. przytuliła się do nich. i zapomniała, że cholera, jest źle.


polonistka: gdzie jeszcze wystąpił motyw wędrówki?
kaś: w książce 'O psie, który jeździł koleją!' /z dumą/
xD

ania

komentarze [4]

173. / poniedziałek, 15 stycznia 2007. 22:33:45

mam ogromną, czarną dziurę w głowie. wypływa z niej cały brud mojego małego światka. zatacza na plecach kręgi. i znika. i tak całe popołudnie. z herbatą dłoni obserwuję ten cyrk nade mną. widzę wszystko. każdy drobny szczegół. każdy parszywy fragment tego permanentnego bezsensu, który wkradł się po cichutku w moje życie. śmieję się z tego co widzę. przez łzy.

/gdy będą szalały okrutne burze,
a ciemna zamieć pochyli się nad nami,
zapalę pięć świec
i odpędzę te zimowe cienie./


ania

komentarze [9]

172 / sobota, 13 stycznia 2007. 23:19:19

pyłem księżycowym być na twoich stopach. wiatrem przy twej wstążce.
mlekiem w twoim kubku. papierosem w ustach. ścieżką pośród chabrów. ławką, gdzie spoczywasz. książką którą czytasz*.

chciałabym. pełnoetatowy uśmiech i ciepło na sercu.
tak trudno to uchwycić choć jest na wyciągnięcie ręki.

*K.I. Gałczyński.





ania

komentarze [17]

171. / piątek, 12 stycznia 2007. 20:46:41

w towarzystwie cynamonowych kadzidełek konsumuję raz po raz przygotowane dla mnie na ten dzień uśmiechy. dostałam je w czerwonym pudełeczku. gdy otworzyłam oczy leżało ono tuż obok łóżka. podniosłam, otwarłam i tak już zostało. pielegnuję ten stan. mimo dokuczającego bólu ucha.

taka paradoksalnie głupiutka i błacha rozmowa.
rozmowa o słoneczku na niebie.
o tym, że słoneczko kiedyś zaświeci. nam?


ania

komentarze [14]

170. / czwartek, 11 stycznia 2007. 16:55:21

wiatr we włosach. zimne powietrze oplata twarz. enigmatyczna atmosfera miasta. nieznane znane ulice. i ja.
naprawdę, dziwnie czułam się dziś za oknem.

wraz z pogodą zmienia się wszystko. serce się zmienia. i myśli się zmieniają. chciałabym wrócić kilka chwil wstecz, gdy za oknem było wczesnojesienne słońce. gdy do ramion tuliły mnie jego promienie. gdy w sercu było radośniej. mniej świadomiej. mniej boleśniej. bardziej zrozumiale.

uśmiechnę się do swoich myśli.
tak.










ania

komentarze [7]

169. / czwartek, 11 stycznia 2007. 09:46:24

z kubkiem mleka w dłoni. ubrana w zieloną piżamkę. kojona pięknymi dzwiękami. siedzę. co dziwne, nie w szkole, a w domu. leń ze mnie wielki. sił nie miałam by odwiedzić ukochaną placówkę. mam zamiar wegetować cały dzień.

do tego te moje sny. ach. kiedyś zwariuję /przez Ciebie/
obiecuję.

ania

komentarze [18]

168. / niedziela, 7 stycznia 2007. 13:32:46

dobrze. i tak nie potrafię zbyt długo prowadzić dialogu z własnym sercem i rozumkiem. zawsze kończy się tym samym. mniej lub bardziej ostrą wymianią zdań. nie dojdą z nimi do porozumienia. z głową też mam małe zatargi. w sumie to ją rozumiem, taki bałagan u niej ostatnio, biedaczki. obiecuję, posprzątam. posprzątam. nawet wiem kiedy. po kolejnej rozmowie, które będzie jak miód na serce. po rozmowie, która sprawi, że na twarzy będzie kilometrowy uśmiech. po rozmowie, która zburzy harmonię, której i tak nie ma. po rozmowie, która uspokoi i pozwoli myślom odpłynąć hen, hen. przepraszam nie umiem inaczej. nie umiem planować. nie umiem zmieniać. a może nie chcę. nie mam odwagi. potrafię tylko oddać się się czasowi. żałować lub cieszyć się po fakcie. nadal będę żyła w swojej małej imaginacji szczęścia.

a na dziś pozytywne wibracje.
i herbatka malinowa.




ania

komentarze [40]

167. / sobota, 6 stycznia 2007. 14:56:52

na własne życzenie, przez moją słodką głupotę doprawioną złudną nadzieją dziecka znalazłam się w niekomfortowej sytuacji psychicznej. trudno cokolwiek zmienić. bo jak? skoro nawet nie wie się co i w jakim kierunku czynić i przede wszystkim jaki chce się osiągnąć efekt. utknęłam w martwym punkcie. nie mam nawet siły poukładać sobie wszystkiego w głowie. siedzę w piżamie. piję kolejną herbatę. za oknem deszcz. słucham głosu staszewskiego i naprawdę coraz bardziej wątpie w jego słowa. los wcale nie musi się odmienić.




ania

komentarze [38]

166. / piątek, 5 stycznia 2007. 18:35:43

budująca kłótnia z bratem. brzydka pogoda za oknem. lekkie rozczarowanie. i ból głowy. słuchanie średnio inteligentnych piosenek tematycznie powiązanych z okolicami serca i zdarzeniami bombardującymi tenże zacny organ. mam objawy choroby psychicznej zwanej nagłąpotrzebąciebie.
szkoda mi samej siebie. i mojej słodkiej głupoty.
chciałabym powiedzieć coś optymistycznego, ale wysypało się wszystko z mojej głowy. taki mój los. (a los się ponoć musi odmienić, nie?)



ania

komentarze [12]

165. / środa, 3 stycznia 2007. 21:42:19

nie mam kiedy spać. czas jest taki niedoinformowany, że nie wie jak kocham tą czynność życiową. wszystko z naciskiem na szkołę mam gdzieś. boli mnie serce, choć tak naprawdę nie wiem czemu. przecież nie ma przez kogo. wcale.
/nagły Ciebie brak/
za dużo myślę o tym, że czasem jesteś.
wydrukuje twoje słowa i położę ję na sercu.
cholera.

ania

komentarze [13]

164. / poniedziałek, 1 stycznia 2007. 15:34:14

i mamy nowy, jakże kólasty rok. impreza z tejże okazji przednia była co nie ulega wątpliwości. coprawda, po pół godzinie anna była już dostatecznie upojona czerwonym winem, aby zachowywać się jak rasowy przygłup. na rynku z wszystkimi się wyściskałam, poskładałam jakieś niespójne życzenia, ba, została wycałowana przez kilku osobników (nawet przez brata!) i osobniczki. po tej ekscytującej przygodzie i wyprawie na rynek nie pozostało nic innego jak powrócić do świętowania. świętowania w dobrym gronie, wraz z przyjacielem co ma na imię wino i proszę państwo adwokat to też mój nowy kolega. no, bez ogródek powiem, że wszystkie włoskie hity były wczoraj nasze (ach, ten nasz koncert, pianino na łóżku) ponadto z panem m. miałam bliższe spotkanie drugiego stopnia, co zwie się rozmową. ja, z faktu, że miałam pewne trudności musiałam bardzo się starać. chyba wyszło, bo są pewne przesłanki co do tego, że się cieszył przecholernie. o. fajnie ma. a katarzyna moja jak zawsze błyskała elekwencją, a jak! (:

żeby było tak jak chcecie w tym rok, chociaż czasami. to takie moje uniwersalne życzenia.


ania

komentarze [13]


. menu



goł goł pałer rendżers